Załóż bloga   Zaloguj się



wiadomosci

Chemtrails potwierdzone w oficjalnej prasie!

pogrzelski | 31 Marzec, 2018 13:34

Dwa lata temu William Wallace orał pole na ranczu w stanie Washington i właśnie wtedy ktoś wypowiedział mu wojnę. Bez żadnego ostrzeżenia nadleciał lotem nurkowym samolot amerykańskiej marynarki wojennej Intruder i rozpylił nad polami drobniutką mgłę. — Byłem poważnie chory przez trzy tygodnie — powiedział Wallace. — Oczy łzawiły. Z nosa mi ciekło. A potem dostałem bólu głowy i łzawienia oczu. Nie mogłem podnieść ręki nad głowę przez wiele dni. Bolała mnie tak mocno, że nie mogłem zaczesać włosów — narzekał, twierdząc, że był w stanie wykonać zaledwie połowę pracy zleconej przez szefa. Przez całe lato Wallace i jego żona Ann obserwowali wysoko latające samoloty odrzutowe, które wykonywały jakieś manewry nad budynkiem, który budowali w odległych górach stanu Washington w pobliżu Kettle Falls. Dzień po dniu pary wielosilnikowych samolotów przecinających wzdłuż i wszerz niebo kreśliły na nim „X-y” tworzące siatkę z czegoś, co przypominało smugi kondensacyjne. Pasma te nie zachowywały się jednak jak smugi kondensacyjne, które w krótkim czasie ulegają rozproszeniu. Te skłębione pasma wydobywające się z ogonów tajemniczych samolotów wisiały godzinami na czystym niebie. Odbijając krwistoczerwone promienie zachodzącego słońca ta sieć chemicznych smug stopniowo rozszerzała się, zasnuwając niebo szczelną zasłoną, z której opadały ku ziemi długie pierzaste odnogi. William i Ann chorowali cały czas. Za każdym razem, gdy nadlatywały samoloty, czuli w ustach dziwny smak. Powodowało to niesamowite wyczerpanie i ostry ból głowy, z którym musieli kłaść się do łóżka. — Miałem co najmniej 15 krwawień nosa ostatniego lata! — wyznał William. — Podczas normalnego smarkania krew zaczynała lecieć mi z nosa. Nigdy przedtem mi się to nie zdarzało. Ku przerażeniu Wallace’ów i konsternacji ich weterynarza kot dostał paraliżu połowy pyszczka i zaczął słabnąć, a kiedy zdechł, Wallace udał się do dziennikarzy telewizyjnego Kanału 2 i opowiedział swoją historię.

Redaktor wiadomości nie uwierzył mu, lecz ktoś usłyszał jego protesty. Dwa dni później para odrzutowych myśliwców przeleciała nad ich budynkiem pozostawiając za sobą chemiczne smugi, następnie nad ich domem zanurkował turbośmigłowy samolot pomalowany na biało z niebieskimi skrzydłami, rozpylając coś, co opadło w dół i zawisło nad ich posiadłością, wywołując kolejny atak choroby. — Ten turbośmigłowy samolot — stwierdził William Wallace — ostrzegł mnie, żebym się zamknął. Wallace wziął plecak i poszedł w góry, w okolice Rosemite, aby odetchnąć czystym powietrzem. Wspinając się przez las mający alpejski charakter na wysokości 8 000 stóp (2 400 m) w pobliżu Bliss Lake położonego w odległości 50 mil (80 km) na północ od Fresno ze zdumieniem ujrzał coś, co wyglądało jak opadająca z nieba pajęczyna. Przyglądał się długim na setki stóp włóknom zwisającym z nieruchomych drzew. Kiedy zwinął kawałek tej lekkiej substancji w małą kulkę, kulka ta z miejsca rozpadła się. W sylwestra roku 1998, kiedy Wallace wyszedł narąbać drewna, nadleciały myśliwce i trzy razy przemknęły nad ich domem. Tego wieczoru jeszcze jeden odrzutowiec przeleciał nad ich domem i Wallace pokazał Ann utrzymujące się w powietrzu chemiczne smugi oplatające Księżyc srebrzystą przędzą. Następnego dnia o szóstej rano Wallace dostał biegunki. Podobna dolegliwość spotkała jego sąsiada, który również poprzedniego dnia przebywał na dworze. — Trwała cały dzień — powiedział. — Nigdy takiej nie miałem. Obie żony, które nie wychodziły na zewnątrz, nie miały biegunki.

Wallace nie wiedział, że przebywający na Zatoce Meksykańskiej, 23 mile (37 km) od Corpus Christi w stanie Teksas, pewien pracownik koncernu naftowego odpowiedzialny za stan platform wiertniczych znalazł się podczas ostatniego Bożego Narodzenia w „Strefie Mroku”. Siedząc w helikopterze i przyglądając się wynikom remontu pięciu różnych platform wiertniczych ku swemu zdziwieniu dostrzegł „białą pajęczynę lub coś podobnego do «anielskich włosów»”, którymi udrapowane były platformy. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego. Pilot helikoptera również nie miał pojęcia co to takiego, mimo iż latał na różne platformy od wielu lat. — To coś pokrywało platformy, które usytuowane były w odległości wielu mil od siebie — powiedział mi pracownik koncernu naftowego. – Substancja ta nie była lepka, była włóknista jak pajęczyna, miała biały kolor, czepiała się konstrukcji i powiewała na wietrze. Chodzenie między nią nie należało do przyjemności. Jednak nazajutrz już jej nie było! Ani śladu. Kilka tygodni później w Sallisaw w stanie Oklahoma Mary Young przerwała oglądanie nocnego programu telewizyjnego za sprawą odgłosu krążącego coraz bliżej samolotu. Nagle przeleciał on z hukiem nad jej domem i to tak nisko, że aż zadrżały szyby. Wszystko zatrzęsło się i coś, jakby piasek, zagrzechotało o szyby. Obecnie ta pięćdziesięcioletnia rdzenna Amerykanka stwierdza: — Bez przerwy odkasłuję flegmę, która ma bardzo nieprzyjemny smak. Bolą mnie oczy i stawy. Nie mogę porządnie wciągnąć powietrza do płuc. Nie mogę pozbyć się tego przeziębienia. Boli mnie głowa… i nie tylko ona. Gałki oczne bolą tak bardzo, że czasami chciałbym, aby wypadły. Niedaleko niej mieszka Pat Edgar. Obserwuje, jak od pewnego słonecznego dnia w październiku 1997 roku odrzutowce rozpylają coś nad wschodnią Oklahomą. Tego dnia bezchmurne, błękitne niebo pokryło stopniowo ponad 30 smug. — Wyglądało, jakby grali w kółko i krzyżyk. Widać było wyraźnie, że to nie są samoloty pasażerskie. Edgar widział, jak z zygzakujących samolotów, które latały obok siebie tam i z powrotem przez cały dzień, jakby orając pole, spada „coś przypominającego pajęczynę”. — Obecnie w tym rejonie występuje często liszaj rumieniowy — stwierdził. — Na tę dolegliwość skarży się wiele kobiet. Teść Edgara, Bill Ed Rogers, jest emerytowanym sędzią stanowym.

Dziś traci oddech po przejściu 20 stóp do łazienki. Twierdzi, że wchodzenie na schody jest w ogó- le niemożliwe. Rogers nie łączy swojej dziwnej przypadłości z tajemniczymi odrzutowcami, niemniej ani on, ani jego lekarze nie mają pojęcia, skąd wzięły się jego trudności z oddychaniem, które wystąpiły wkrótce po rozpoczęciu rozpylania – w listopadzie 1997 roku – i, co gorsze, ta dolegliwość nasila się. Pięćdziesięciosiedmioletni były sędzia był badany w listopadzie ubiegłego roku w Klinice Mayo z podejrzeniem wrodzonej wady serca. Ostatecznie stwierdzono, że ma on ostre zapalenie prawego płata płuc. Co więcej, zespół chirurgów nie potrafił odpompować z jego płuca nie zidentyfikowanego, „podobnego do galarety”, płynu. Zanim Pat Edgar sprzedał swoją restauracją, przychodziło do niej wielu klientów, którzy uskarżali się na samoloty, które „latają w kółko całą noc” i „coś wydobywa się z ich skrzydeł”. Edgar zna 48 ludzi, którzy „zapadli nagle na zdrowiu plując krwią przez dwa tygodnie i/lub mieli silne krwotoki z nosa”. W odniesieniu do siebie uważa on, że „to musi mieć związek z tymi przeklętymi samolotami, które wypuszczają coś nocami” do atmosfery. Kalifornijski dentysta Greg Hanford obserwuje formacje odrzutowców, które kreślą od roku 1996 nad jego domem w Bakersfield zygzakowate wzory z rozpylanej substancji. Naliczywszy w niektórych dniach od 40 do 60 odrzutowców rozpylających coś w powietrzu, Hanford nabył za 1 200 dolarów dobry aparat fotograficzny oraz lornetkę, aby śledzić te pomalowane w całości na biało odrzutowce bez jakichkolwiek znaków identyfikacyjnych. — To naprawdę dziwne — powiada Hanford. — Wydaje się, że dwa odrzutowce za chwilę zderzą się, a tymczasem one kreślą znak „X”. Od czasu do czasu obserwuje „futrzaste kule” rozszerzające się w dół wzdłuż długich odnóży wychodzących z rozpylanych przez samoloty chemicznych smug. — Wygląda na to, że jest to przyczyna zapadania wszystkich na zdrowiu — twierdzi Hanford. — Kaszlą, jakby ktoś rąbał siekierą… to naprawdę daje się wszystkim we znaki. Wielu jego pacjentów oraz dwie recepcjonistki, nie wyłączając jego samego, często zapadają na ostre dolegliwości związane z oddychaniem. Kiedy rozgniewany zadzwonił na miejscowe lotnisko, usłyszał, że nic się nie dzieje. Odrzutowce te były według nich „zwyczajnymi komercyjnymi samolotami”, które odbywały „międzynarodowe szkolenie lotnicze”. — W porządku — odrzekł. — A czy FAA1 pozwala, aby dwa odrzutowce zbliżały się czołowo jeden do drugiego? Choroba Hanforda ciągnęła się mimo zastosowania czterech różnych antybiotyków przez pięć miesięcy. CZYŻBY TO BYŁA BROŃ ODDZIAŁUJĄCA NA POGODĘ? Czy celem powietrznych tankowców wytwarzających chmury jest wpływanie na pogodę? Tego zdania jest Tommy Farmer. Śledząc rozpylanie chemicznych smug w całych Stanach Zjednoczonych, ten były inżynier Raytheon Missile Systems zidentyfikował dwa typy pospolitych powietrznych tankowców-rozpylaczy. Są to Boeing KC-135 i Boeing KC-10 używane przez siły powietrzne USA do tankowania samolotów w powietrzu. Tankowce rozpylające chemikalia nie biorą udziału w tankowaniu paliwa w powietrzu. Jedyny oficjalny komunikat wydany przez dowództwo sił powietrznych mówił, że źródłem złego samopoczucia ludzi przebywających w Las Vegas było „rutynowe zrzucanie paliwa”. Gwoli ścisłości trwające godzinami rozpylanie paliwa przez całe formacje tankowców firmy Boeing trudno uznać za rutynowe zadania. Piloci odrzutowców twierdzą, że ich samoloty spalają paliwo w tak dużych ilościach, że jedyną okazją do jego wypuszczenia są nadzwyczajne zdarzenia w czasie lotu i to głównie wkrótce po starcie, kiedy obciążony samolot musi pospiesznie zmniejszyć ciężar przed przymusowym lądowaniem. Farmer podkreśla, że wszystkie samoloty są całkowicie białe lub czarne, z wyjątkiem KC-135, które noszą barwy treningowe (pomarańczowo-białe). Żaden z nich nie posiada jakichkolwiek oznaczeń umożliwiających ich identyfikację. Według tego, co zaobserwował Farmer, srebrzyste włókna przypominające pajęczą sieć „opadają w zbitkach lub zwitkach, których rozmiar waha się od wielkości gumki ołówkowej do wielkości zaciśniętej pięści”.

Wiatry często rozdmuchują ten podobny do pajęczyny materiał nadając mu postać włókien o długości dochodzącej do 50 stóp (15 m). Farmer twierdzi, że ten klejący materiał „topi się w ręku” i „przylega do wszystkiego, czego dotknie”. Spostrzeżenia te potwierdza policjant Forrest McClure. W listopadzie ubiegłego roku podczas patrolowania Portu Lotniczego w Denver spostrzegł „delikatne włókna unoszące się w powietrzu… tysiące włókien, niektóre z nich miały długość od 30 do 40 stóp [9-12 m]”. Nieco wcześniej tego samego miesiąca pełniący służbę na trzeciej zmianie (późna noc i wczesny ranek) policjant Michael Cloutier „dostrzegł podobną do pajęczyny substancję zwisającą z linii wysokiego napięcia” na głównej ulicy miasteczka Anthony położonego w rolniczym rejonie stanu Kansas. W swoim raporcie napisał: „Pojawiły się nocą, lecz nie mogły ostać się na słońcu”. W wyniku choroby, której nabawił się po swoim pierwszym kontakcie z „anielskimi włosami”, Tommy Farmer ostrzega potencjalnych kolekcjonerów. Podobnie jak u dra Grega Hanforda i innych wystawionych na działanie tego aerozolu, wywiązała się u niego infekcja gardła i zatok, która trwała przez kilka miesięcy. Farmer jest „niemal pewien, że te smugi kondensacyjne są częścią wojskowego systemu modyfikowania pogody stanowiącego rodzaj broni”. W przeciwieństwie do komercyjnych prób wytwarzania deszczu w całych Stanach Zjednoczonych za pomocą wstrzykiwania jodku srebra w deszczowe chmury wielkie „X-y” kreślone przez formacje odrzutowych tankowców na czystym niebie mogą być śledzone za pomocą satelitów i być może koordynowane ze skrzyżowanymi wiązkami „jonosferycznych podgrzewaczy” w celu pogrzania górnych warstw atmosfery, zmiany jej temperatury i gęstości, by wzmocnić lub osłabić oddziaływania burz. Realizowane wspólnie przez marynarkę wojenną i siły powietrzne w Gakona na Alasce przedsięwzięcie znane pod nazwą High-frequency Active Auroral Research Program2 (HAARP) wykorzystuje od kilku lat matrycowe zestawy anten do sterowania potężnymi wiązkami ściśle zogniskowanych fal radiowych w celu podgrzewania i „sterowania” sekcjami górnych warstw atmosfery. Patent na komercyjne zastosowania HAARP udzielony w roku 1985 fizykowi MIT (Massachusetts Institute of Technology), Bernardowi Eastlundowi, głosi, że kierowane wiązki energetyczne o mocy ponad jednego miliona watów można wykorzystywać do „zmiany przebiegu wiatrów w górnych warstwach atmosfery przy użyciu pióropusza cząstek atmosferycznych w charakterze soczewki lub urządzenia ogniskującego” w celu wywoływania zakłóceń pogody w miejscach położonych w odległości tysię- cy mil. W czasie przeprowadzanego z nim wywiadu Eastlund przyznał: — Starałem się przy zastosowaniu tej intensywnej wiązki, którą można zakrzywiać, wykonać eksperymenty z jej ukierunkowaniem przesuwając ją z jednego punktu do drugiego. Przypuszczam, że jest to możliwe, co może uwiarygadniać pozostałe sprawy. Wbrew zasadom ujętym w Konwencji o Modyfikacji Środowiska, która zabrania Stanom Zjednoczonym oraz pozostałym jej sygnatariuszom modyfikacji środowiska w celach wojskowych, zmiany pogody pozostają w dalszym ciągu zadaniem priorytetowym dla kół wojskowych w Stanach Zjednoczonych. Siedmiu oficerów amerykańskich zaprezentowało w sierpniu 1996 roku artykuł zatytułowany „2025 – pogoda jako wzmacniacz mocy” (patrz artykuł zamieszczony na końcu „Wieści z globalnej wioski” w niniejszym numerze). Studium to przedstawia, jak „zasiewając” za pomocą powietrznych tankowców atmosferę oraz „dodając niewielkie porcje energii we właściwym miejscu i czasie” amerykańskie siły powietrzne mogłyby do roku 2025 „zawładnąć atmosferą”. Wśród wyznaczonych celów znajdują się takie zadania, jak „wzmacnianie sztormów”, „modyfikacja sztormów” i „wywoływanie suszy”. Charakterystyczny układ warstw powietrza na linii wschód-zachód przypomina układ chmur, które „układają się zgodnie” z wiązkami promieniowania radiowego wysyłanymi przez pogrzewacze jonosfery takie jak HAARP. Amerykański patent nr 4 253 190 opisuje, w jaki sposób rozpylona za lecą- cym samolotem żywica poliestrowa służąca jako „lustro” może być utrzymywana w powietrzu za pomocą ciśnienia wytwarzanego przez wiązki emitowane przez HAARP. Według naukowca, który pragnie zachować anonimowość, „wynikowy elektronowo-cyklotronowy rezonans może wytworzyć w powietrzu lustro poprzez polimeryzację rozpylonych prekursorów”.

Czy podobne do pajęczyny polimerowe włókna snujące się za powietrznymi tankowcami – być może skażone biologicznie czynnym środkiem mającym na celu zniechęcenie do badania lub śledzenia ich dyspersji – mogą być formowane w zimnych regionach stratosfery i jednocześnie sublimować w temperaturze występującej na poziomie morza? Wynalazca HAARP, Bernard Eastlund, powiedział mi, że opracowanie, które zaprezentowano NATO pod koniec maja 1990 roku, omawiało „modyfikację warunków propagacji w troposferze”, której celem jest pokrzyżowanie zamiarów nieprzyjaciela. Według Eastlunda badania „dotyczyły sposobów modyfikacji atmosfery, tak aby absorbowała ona promieniowanie elektromagnetyczne”, chociaż, jak twierdzi, jego „własny patent sugerował to samo rozwiązanie”. 

Joe „Six-Pack” Burton wciąż zastanawia się, jakim cudem huragany występujące normalnie tylko przy wysokiej temperaturze uformowały się nad górzystym terenem stanu Arkansas w środku stycznia. Za pomocą zwykłej kamery wideo z siedemdziesięciodwukrotnym zoomem udało mu się wykonać zbliżenia samolotów rozpylających w powietrzu chemiczne smugi kilka dni przed uderzeniem w Arkansas 38 zimowych huraganów w ciągu jednego dnia. Łącznie ponad 90 cyklonów pustoszyło w tym czasie Tennessee i trzy przylegające doń stany. Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych twierdzą, że celem innego „rutynowego” zadania z serii modyfikacji pogody jest poszukiwanie sposobów tworzenia „cirrusowych tarcz” z chemicznych smug kondensacyjnych rozpylanych przez wysoko latające samoloty w celu „uniemożliwienia nieprzyjacielowi inwigilacji wizualnej lub za pomocą podczerwieni”. Te wszystkie oficjalne oświadczenia mogą być jedynie zasłoną dymną dla operacyjnych możliwości formowania chmur. Niektórzy naukowcy przypuszczają, że to niesamowicie skomplikowane i kosztowne rozpylanie prowadzone nad dużą częścią terytorium USA oraz niektórymi częściami Anglii i Australii jest próbą „osłonięcia” niczego nie podejrzewających mieszkańców tych terenów przed intensywnymi porcjami słonecznego promieniowania lub innymi oddziaływaniami pochodzącymi z górnych warstw atmosfery.

Jednak przenikliwe promieniowania gamma oraz X (rentgenowskie) pochodzące ze słonecznych wybuchów nie są ekranowane przez chmury. Kolejną wątpliwość odnośnie tych teorii nasuwa fakt, że wraz z intensyfikacją rozpylania w atmosferze nad USA nieznanych substancji HAARP został zamknięty, zaś jego lutowy program badawczy został przesunięty na marzec, po tym jak niewielki podgrzewacz jonosfery umiejscowiony w Arecibo (Puerto Rico) ucierpiał od huraganu. CZYŻBY BIOCHEMICZNA WOJNA NAD AMERYKĄ? Pata Edgara i wielu innych Amerykanów niepokoją prowadzone w powietrzu eksperymenty i otaczająca je ścisła tajemnica. Pomny słów Henry’ego Kissingera, byłego szefa Rady Bezpieczeństwa Narodowego, i magnata CNN, Teda Turnera, którzy nawołują wraz z innymi mężami stanu do bezzwłocznego zmniejszenia populacji świata do 500 milionów, a nawet jeszcze mniejszej liczby, Edgar uważa, że „przygotowują oni, ćwiczą” pewien rodzaj masowego odstrzału ludzi. Edgar podziela pogląd tych Amerykanów, którzy obawiają się, że ten, kto stoi za tym tajemniczym rozpylaniem, z pewnością trzyma w zanadrzu na później coś mocniejszego. — To tylko domysł — powiada — niemniej z całą pewnością wygląda to podejrzanie. Wyznaczyli sobie misję. Latają tam i z powrotem cały dzień. Mówię o setkach smug kondensacyjnych rozpylanych w ciągu dnia! Aż trudno w to uwierzyć. Wyglądają jak bruzdy na polu. Nieoficjalne potwierdzenie tej „strasznej” działalności pojawiło się wkrótce po wysłaniu do światowych agencji informacyjnych przez Environment News Service3 (ENS) moich dwóch pierwszych relacji z cyklu „Smugi kondensacyjne nad Ameryką”. Z Lake Havasu w Kalifornii zadzwonił dyrektor tej agencji, Jim Crabtree, informując mnie, że liczba prenumeratorów ENS prawie podwoiła się. — Niektórzy z nowych prenumeratorów — konfidencjonalnie poinformował mnie Crabtree — to robale z FAA, biur sił powietrznych w Pentagonie, National Security Agency4 , Centers for Desease Control5 … oraz podejrzanych adresów z dopiskami typu „gov” [rządowy] i „mil” [wojskowy]. Następnie – wraz napływem informacji o nie oznakowanych tankowcach powietrznych przemierzającymi amerykańskie niebo z zadaniami, których władze nie chcą ujawnić – pewne niezależne laboratorium zidentyfikowało jeden ze składników aerozolu unoszącego się nad miastami i terenami rolniczymi. Badaczka chemicznych smug, Elora Gabriel, dowiedziała się, że próbki oleistego opadu zebranego przez farmerów, kierowców ciężarówek i pilotów w stanach Maryland i Pensylwania zostały poddane we wrześniu 1997 roku analizie w Aqua-Tech Environmental (Laboratorium Technologii Wody) w Marion w stanie Ohio i okazało się, że zawierają one dwubromek etylu (EDB). Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) już w roku 1983 wydała zakaz stosowania tej niezwykle niebezpiecznej substancji.

Mimo to w roku 1991 skład paliwa przeznaczonego do lotniczych silników odrzutowych został zmieniony z JP4 na mniej łatwopalne JP8. Departament Obrony utrzymuje, że ta zmiana „ocaliła wielu ludzi, potencjalne ofiary katastrof lotniczych”. Tak się składa, że dwubromek etylu jest podstawowym składnikiem JP8. Numer Chemical Hazards of the Workplace (Chemiczne zagrożenia miejsca pracy) 6 z roku 1991 ostrzega, że wielokrotne wystawienie się na działanie niskich stężeń dwubromku etylu prowadzi do „ogólnego osłabienia, wymiotów, biegunki, bólów w klatce piersiowej, duszności, podrażnienia górnych dróg oddechowych” oraz zapaści układu oddechowego spowodowanej opuchlizną gruczołów limfatycznych płuc. Skutkiem przedłużonego kontaktu z JP8 może być „degradacja mięśnia sercowego, wątroby i nerek oraz wybroczyny w drogach oddechowych”. Według wydanej przez Amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA) listy materiałów stanowiących zagrożenie dla zdrowia „dwubromek etylu jest substancją rakotwórczą, z którą należy obchodzić się z maksymalną ostrożnością”. Siedmiostronicowe podsumowanie najbardziej toksycznych właściwości tego pestycydu ostrzega, że może on również zniszczyć system reprodukcyjny. EPA ostrzega ponadto, że „wystawienie się na jego działanie może podrażnić płuca, zaś wielokrotny kontakt może doprowadzić do zapalenia oskrzeli, nasilającego się kaszlu i duszności. Pestycyd ten może zniszczyć w końcowym rezultacie wątrobę i nerki”. Mark Witten, fizjolog układu oddechowego na Uniwersytecie Arizony w Tucson, gdzie wykonano oficjalne, zlecone przez siły powietrzne, badania JP8, oświadczył reporterowi Scientist, że mechanicy załóg lotniczych „zdają się częściej przeziębiać, mieć bronchit i chroniczny kaszel niż ludzie nie wystawieni na działanie paliwa do samolotów odrzutowych”.

Dwubromek etylu jest sześć i pół raza cięższy od powietrza. W przeciwieństwie do normalnych smug kondensacyjnych, białe smugi rozpylane w ponad 40 stanach ze skierowanych ku dołowi ogonowych wysięgników, nie ulegają rozproszeniu, lecz rozprzestrzeniają się, tworząc warstwę, która podświetlona promieniami słonecznymi przepuszcza kolor czerwony, a po opadnięciu na kałuże i stawy tworzy na ich powierzchni oleistą powłokę. ZAGROŻENIA UKŁADU ODDECHOWEGO I IMMUNOLOGICZNEGO Setki zdjęć i nagrań wideo wykonanych przez obserwatorów z ziemi przedstawiają pary dużych formacji samolotów odrzutowych rozpylających białą mgłę, która gęstnieje i opada ku ziemi. Ponad 200 naocznych świadków, w tym funkcjonariusze policji, piloci, wojskowi oraz personel publicznej służby zdrowia, dostarczyło szczegółowych opisów rozpylania w powietrzu chemikaliów w formie charakterystycznej siatki „X-ów” usytuowanej w kierunku wschód-zachód, które zasnuwały niebo… i powodowały ostre reakcje systemu immunologicznego oraz infekcje układu oddechowego na całym opylanym obszarze. O ostrych bólach głowy, krwotokach z nosa, zadyszkach, bólach stawów, uporczywym „szczekającym kaszlu” donoszą niezliczone rzesze Amerykanów tłoczących się izbach przyjęć pogotowia lekarskiego w całym kraju. Podczas gdy zwyczajowo „złymi” miesiącami dla pacjentów cierpiących na astmę są grudzień i styczeń, lekarze i siostry donoszą z całych Stanów Zjednoczonych, że oddziały szpitalne pełne są przypadków bronchitu, zapalenia płuc i ostrych ataków astmy w ilościach dwukrotnie przewyższających normalną ich ilość w miesiącach zimowych.

Na początku stycznia wychodzący w Raleigh w Północnej Karolinie News and Observer poinformował, że liczba pacjentów, którzy zgłosili się do miejscowego szpitala w Durham wzrosła z typowych 184 dziennie do 247. W Nowym Jorku lekarze określili zalew przypadków niedomagania układu oddechowego „epidemią”. — Mamy podwójne, a nawet potrójne obłożenie na oddziale ER [Pierwszej Pomocy], ludzie leżą na noszach — oświadczył dr Elliot Friedman, wicedyrektor oddziału ER w Jamaica Hospital Medical Center w Queens [dzielnica Nowego Jorku] reporterom New York Timesa, po czym dodał: — Są chwile, kiedy zgłasza się jednocześnie do 40 osób. Niestety, muszą oni czekać, aż ktoś się wypisze i zwolni miejsce. — Ta wysoka temperatura nie jest typowa dla innych gryp — poinformował reporterów Timesa dr Sigurd Ackerman, dyrektor ośrodka zdrowia St Luke’s-Roosvelt Hospital Center. Stało się to wkrótce po tym, jak operator telewizyjny pokazał obraz uporczywych smug kondensacyjnych w kształcie litery X unoszących się nad Times Square7 .

Dr Robert Saken, współpracownik Soho Pediatrics Group oświadczył tej samej gazecie: — Jestem szczerze zdziwiony intensywnością ich choroby i szybkim tempem infekcji. Dr Ilya Spigland, dyrektor oddziału wirusologii w szpitalu Montefiore nie zna przyczyn tak nagłego wybuchu epidemii chorób układu oddechowego. Jak oświadczył reporterom New York Timesa, „jest bardzo możliwe, że wzrost ilości przypadków dolegliwości układu oddechowego nie jest związany z grypą”. Tego samego dnia w Lake Havasu w Kalifornii nagłó- wki Today’s News Heralda głosiły: „Ofiary przeklinają nieznanego wirusa, który nie jest wirusem grypy”. Dr medycyny Mary Lou Callername oświadczyła reporterom Heralda, że bezimienny wirus kieruje dziennie do jej gabinetu co najmniej dziesięciu pacjentów, z których część musi pozostać w szpitalu, przy czym „laboratoryjne badania wykazują, że tylko niewielu z nich cierpi z powodu typu A lub innych rozpoznawalnych szczepów wirusa grypy”. Poprzedniego weekendu, po tym, jak mieszkaniec San Francisco, Curtis Schumann, zauważył „wykonywanie na niebie wzorów”, a Melanie Zucker kreślenie dziewięciu smug nad Berkeley, miejscowe stacje telewizyjne doniosły, że izby przyjęć pogotowia lekarskiego w Bay Area zalała fala pacjentów z objawami przypominającymi grypę. Jeden z mieszkańców Seattle powiedział: — Mieszkam tu od 26 lat i nigdy dotąd nie widziałem jednocześnie takiej ilości smug kondensacyjnych. Lowell Barger, pacjent cierpiący na zapalenie płuc, oświadczył ENS, że w szpitalu, do którego przyjęto go pod koniec stycznia, „oddział chorób układu oddechowego był przeładowany ludźmi, tak że musieli kłaść swoich pacjentów na innych oddziałach”. W tym samym czasie mieszkaniec Spokane podsłuchujący policję oświadczył przedstawicielowi ENS, że słyszał „wiele wezwań od ludzi cierpiących na zaburzenia układu oddechowego z prośbą o pomoc”. W Palmyrze w stanie New Jersey wkrótce po zaobserwowaniu przez Lucrecię Moon niezwykłych smug kondensacyjnych nad restauracją McDonalda, jedna z pielęgniarek powiedziała: — …wielu ludzi jest chorych. Podobne chemiczne smugi zaobserwowano nad Phoenix w stanie Arizona.

 

źródło: New York Times!

 
Accessible and Valid XHTML 1.0 Strict and CSS
Powered by LifeType - Design by BalearWeb
RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki